Dziki Zew #1

W pewnym lesie zamieszkanym przez liczne zwierzęta rośliny oraz magiczne istoty doszło do pewnej historii którą mam wam zamiar opowiedzieć. Otóż pewnego dnia przez las przechodziła pewna kobieta chociaż trudno ją tak nazwać gdyż nie wyglądała jak zwyczajna kobieta. Miała długie kasztanowe włosy aż do bioder, wielkie zielone oczy, szpiczaste uszy, na czole miała tatuaż w kształcie rombu od którego odchodziły linię do powieki i potem od oczodołu rozwidlał się na dwie linie które ciągnęły się do brody, usta miała pełne. Miała bardzo łagodny wyraz twarzy, zawsze gościł u niej łagodny ciepły uśmiech. Kolor jej skóry był lekko różowy. Poza piersiami, biodrami i brzuchem tu kończyły się ludzkie cechy. Z głowy wystawały jej gałęzie w kształcie rogów które zakwitały. Jej ręce były zdrewniałe z których wyrastały małe gałązki. We włosach miała małe gałązki, liście oraz kwiaty. Na szyi nosiła naszyjnik ze słonecznikiem. Jej biodra zakrywała spódnica z liści a jej nogi były całe owłosione i zakończone kopytami. Zupełnie jak u kozy. Nazywała się Eszrin. Była panią tego lasu, jego boginią oraz opiekunką. Była bardzo łagodna, przyjazna oraz sympatyczna. Służyła pomocą zabłąkanym podróżnym, leczyła wszystkie żywe istoty oraz broniła ich w razie potrzeby. Jej moc była wielka, oraz jej sława sięgała daleko. Dzisiejszego dnia zmierzała do swojego przyjaciela oraz wychowanka – Barina. Znalazła do dwadzieścia lat temu w lesie, opuszczony przez rodziców. Nie potrafiła ich znaleźć, ani żywych ani martwych dlatego sama go wychowała. Nie było to pierwsze dziecko pozostawione w lesie lecz to był pierwszy przypadek gdzie nie było żadnych śladów po rodzicach – ani ludzkich ani magicznych. Wszyscy inni rodzice zostawiali ślady i ich szybko odnajdywała i dawała bardzo wyraźnie do zrozumienia ,że nie mogą tak postępować z dziećmi, dla pewności śliniące się wilki przy ich gardłach dawały im pewność ,że rozumieją co Erszin próbuję im przekazać Erszin przemierzała dalej las, a za nią podążały wszystkie żywe istoty – niedźwiedzie, wilki, króliki, sarny oraz wróżki, elfy a nawet skrzaty i wiele, wiele innych. Gdy dotarła do celu zawołała :
– Barin wstawaj ! Mam z tobą do pogadania na bardzo ważny temat !
Barin wyszedł z swojego szałasu. Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem o włosach do karku, miał czarne oczy oraz jasną karnację. Z reguły miał poważny wyraz twarzy i z takim oczywiście się ukazał Erszin lecz potrafił czasem sobie pożartować. Na sobie miał skórę wilka, zabitego wiele lat temu który miał zamiar wymordować pół watahy w nocy gdyż nie zgadzali się z jego poglądami i jego rządy jako alfa miały dobiec końca. Barin miał wtedy jedenaście lat. Na plecach drewniany łuk wykonany z drewna grabu na którym lśniły runy. Obok miał kołczan ze strzałami z grotem z marnu – niezwykle twardego kamienia który można znaleźć tylko przy rzece Kun. Na nogach miał skórzane buty oraz spodnie. Mieszkał na niewielkiej polanie razem ze swoim najlepszym przyjacielem Szarmitem – przywódcą jeleni tego lasu. Za dom służył mu niewielki szałas w którym trzymał tylko to co mu było do życia potrzebne. Gdy Barin podszedł razem z Szarmitem. Szarmit był jeleniem ogromny oraz budzącym postrach, nazywany był bożkiem tego lasu. Miał masywne twarde rogi , szarą sierść oraz łagodne spojrzenie. Budził respekt w lesie lecz przy Barinie dało się o tym zapomnieć do Erszin uklękli przed nią.
– Och darujcie sobie. Wiecie co myślę o tego typu oddawaniu czci. Nie potrzebuję tego. Nie jestem jednym z tych zadufanych Bogów którzy potrzebują darów, modlitw oraz ofiar. Wstańcie i przestańcie się wygłupiać.
– Patrz Szarmicie, daj jej odrobinę szacunku i jak się zaraz burzy.
Zachichotali razem lecz tego pożałowali bo oboje dostali z gałęzi po plecach.
- Bez wygłupów ! To poważna sprawa, czemu wasza dwójka nie potrafi chociaż przez chwilę być poważna? – Westchnęła. Do rzeczy. W lesie pojawiło się kilku magów oraz skrytobójców. Zwierzęta mi doniosły ,że póki co nikogo nie zabili, nie skrzywdzili oraz nawet nie próbowali. Ponoć czegoś szukają lub kogoś. Tak naprawdę to sami nie wiedzą czego szukają lub kogo ale wiedzą ,że jest to w tym lesie bo takie dostali zlecenie. Od kogo? Nie mam pojęcia.
- I czego od nas wymagasz pani? – zapytał Szarmit
- Bez pani oraz wymagasz. Szarmicie bo znowu przez przypadek drzewo chluśnie ci w plecy. Ja nigdy nie wymagam, tylko proszę.
- Dość dosadnie – szepnął Barin
Nie minęła nawet sekunda można było usłyszeć szybki świst a potem jęk bólu.
- Chcę abyśmy razem poszli do nich i dowiedzieli się czego tu szukają. Co prawda nie zrobili tu niczego złego lecz nie podoba mi się ta cała sytuacja. Z resztą to wszystko mówi samo za siebie, skrytobójca to skrytobójca ma za zadanie zabijać nie wiem co ani kogo ale nie póki ja tu jestem to nikt tu nie umrze.
- Idziesz z nami? Sami sobie z nimi poradzimy. Nie powinnaś się tak wystawiać na widok potencjalnego zagrożenia. Ten las mi nie wybaczy jeśli coś ci się stanie.
Proszę was o towarzystwo a nie o wykonanie tego samodzielnie.
- Barin się lekko skrzywił. Wolał działać na własną rękę, przy Erszin zawsze na niego dziwnie wpływała- co innego spędzać razem a czas a co innego walka. Stała zawsze nad nim jak matka. Dość wymagająca matka Pamiętał jak dnia w którym zabił pierwszy raz wilka, ów alfę którego ma skórę na sobie krzyczała do niego „Wyłam mu ten kręgosłup no dalej, pokaż czego cię nauczyłam „! Bądź co bądź była panią lasu – czegoś dzikiego i nie okiełznanego. W przypływie złości stawała się naprawdę przerażająca. Lecz nauczyła go wielu umiejętności takich jak strzelanie z łuku, zielarstwa, leczenia oraz paru umiejętności magicznych.
- Ależ oczywiście że tak. Coś ty myślał ,że taką ważną sprawę do wykonania pozostawię wam? Całymi dniami biegacie tylko po lesie przyda wam się jakaś mała odmiana.
Przed twarz Barina przeszedł cień znużenia.
- Twoja wiara w nas jak zwykle przekracza wszelkie granice. A zatem kiedy się wybieramy?
Teraz. Szkoda czasu, dzień jest krótki a wolę to szybko zakończyć.
Barin oraz Szarmit ruszyli za Erszin. Orszak który za nią podążał się rozszedł na jej rozkaz. Nie chciała potencjalnych zbędnych ofiar.

Ta dam ! pierwszy rozdział już jest :d następne będą dłuższe bo chciałem zrobić wprowadzenie by potem rozwinąć porządnie fabułę. A i pochwalę się swoją inteligencją. Napisałem w dzisiejszym poście którym napisałem z 2 godziny temu że nie mam pojęcia na czwartą historie, otóż mam ale zapomniałem o niej. W moim dzienniku mam zapiski na ten temat. Otóż będzie to o pewnej władczyni metalu, która ma ciekawe korzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>