Biały Sen #5

Zamknęłam pamiętnik. Kilka łez jeszcze popłynęło z mojego policzka, na stole już roztrzaskały się na stole.

„Nie będzie tak źle. Bardzo ciężko ćwiczyłaś przez ostatnie tygodnie. Będę tam z tobą cały czas, razem może uda nam się przed nimi uciec albo chociaż pokazać kawał dobrej walki” – przemówił do niej jej wewnętrzny przyjaciel.

Iris tylko się wzdrygnęła na samą myśl o walce.

” Pewnie, z tego co mówiłeś to magowie znacznie silniejsi i z większym talentem niż ja padali jak muchy zanim zdążyli coś zauważyć” . Była pewna że czeka ją dziś śmierć, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Wstała od stołu. Zasunęła krzesło do stołu i rozejrzała się po pokoju. Będzie jej brakować jej rzeczy, łóżka, szafy, szat, ozdób, świec, roślinek. Przyzwyczaiła się do tego swojego życia i je lubiła zanim doszło do tego wszystkiego. Miała nadzieje, że nie będą za nią długo płakać i po przeczytaniu pamiętnika nie będą mieli do niej ani żalu i zrozumieją ,że to było jej przeznaczeniem.

„Czas ruszać Iris”

Otworzyła okno, usiadła na parapecie, zasunęła za sobą. Jej pokój był na czwartym piętrze, szaleństwem by było zeskakiwać z niego, jednak gdy zna się pewne sztuczki to staje się mniejszym szaleństwem.

„Tak jak się uczyłem”

Skoncentrowała się na powietrzu, przywołała małą śnieżyce która wirowała wokół niej, zaskoczyła z parapetu, śnieżyca dalej wokół niej wirowała, po sekundzie już dotknęła gruntu i odegnała ją machnięciem ręki. Na zewnątrz było widmo, była wczesna godzina. Powoli ruszyła do lasu. Nie dostała od nich żadnej wiadomości, znaku, absolutnie nic. Po prostu wiedziała, że tego dnia, o tej godzinie miała się kierować tam gdzie miała. W czasie drogi obmyślała co spowodowało ,że tak wszystko się potoczyło. Czy to jakaś kara, czy to jej przeznaczenie ale skoro ma umrzeć tak szybko z ręki zabójców magów to co to za przeznaczenie? Gdzie w tym sens? Powoli czuła mrowienie powietrza, wiedziała ,że zaraz będzie na miejscu ich spotka.

„Zatrzymaj się, już tu są”

Spojrzała na największe drzewo, ujrzała na najgrubszej gałęzi dwie postacie. Młodą dziewczynę oraz mężczyznę w średnim wieku.

- A więc to ty jesteś tym potężnym niezarejestrowanym magiem o którym słyszeliśmy niedawno? Fiu, fiu moja droga nawet nie wiesz ile zajęło nam dotarcie tutaj aby sobie ciebie obejrzeć. – powiedziała dziewczynę. Zeskoczyła z konaru i spojrzała na Iris. Ów dziewczę miało spięte czarne włosy w koński ogon, bladą karnację, niebieskie oczy, była średniego wzrostu oraz niezwykle szczupła. Była mniej więcej w jej wieku. Każdy z nich miał na sobie białą koszule, z czarnymi rękawami, krótkie białe spodnie z czarnym przedłużeniem. , brązowymi sznurkami przepasającym biodra oraz czarne mocne buty.

- Nie wiem czy jestem potężna ale zdaje sobie sprawę z tego po co tu jesteście – odparła w pełni opanowana Iris.

- A więc słucham, powiedz nam po co tu jesteśmy.
Głos dochodził zza jej pleców, przeszył ją ciarki od razu jak go usłyszała. Natychmiast wytworzyła lód w dłoni, uformowała miecz, odwróciła się gwałtownie i zamachnęła nim. Wszystkie drzewa, krzewy oraz roślinki natychmiast zamarzły i przecięły się na dwie równe części.

„Głupia ! Jak teraz mają ci uwierzyć, że jesteś nieszkodliwa?! Dobrze, że nie trafiłaś”

„Moja wina ,że jakiś kretyn zachodzi mnie od tyłu bez uprzedzenia?!”

- Patrzcie ją, jest agresywna ! – usłyszała za sobą głos. Odwróciła się, i teraz były trzy postacie. Obok dziewczyny stał wysoki dobrze zbudowany blondyn o jasnej karnacji. Na twarzy miał szaleńczy uśmiech. Byłby całkiem przystojny gdyby nie fakt ,że jest jej potencjalnym wrogiem.

- Nie agresywna, tylko dobrze wyszkolona. Też bym tak zareagowała jakby ktoś mnie tak perfidnie zaszedł od tyłu Memriku. – odparła młoda dziewczyna.

- Pierdolenie, gdybym nie był szybszy już bym leżał martwy. Całkiem niezłe zaskoczenie młoda, w lesie widzieliśmy ,że używasz magii takiej jak my – wspomagania lecz znacznie słabszej. Dziwiło nas to, taki potencjał w tobie widzimy, taką moc, artefakty też wskazywały ogromną ilość magii w tobie a tu takie coś… ale jednak widzę, że twoją specjalnością nie jest wspomaganie lecz zupełnie inny rodzaj magii.

- Zamilcz. Jak się nazywasz? – znowu zwróciła się do niej dziewczyna.

- Iris.

- Kiedy dowiedziałaś się o swojej mocy i jak nad nią zapanowałaś?

- Około dwóch miesięcy temu, sama zdobyłam nad nią kontrolę przy pomocy mojej mocy w postaci uosobienia.

Memrik uniósł brwi razem z dziewczyną, starszy mężczyzna dalej wpatrywał się w nią bez wyrazu.

- Słyszycie to? Serafio? Kingradzie? Jej moc się potrafi uosobić !

„Co ich tak dziwi?”

„Cóż to nie dziwnie,że ze mną rozmawiasz bo każdy potrafi uosobić swoją moc ale do tego trzeba sporo lat praktyki, dziwi ich to ,że sam ci to powiedziałem”

„Czy to bardzo źle?”

„Według mnie nie, według nich – być może”

- No dobra, i co my mamy z nią zrobić? Zabić? Dać na szkolenie? Wypuścić? – odezwał się Memrik.

- Sama nie wiem, wydaje mi się całkiem w porządku, nie atakuje nas bez uprzedzenia, nie krzyczy, nie wyzywa nie błaga o litość. Miło w końcu spotkać kogoś kto tylko się przygląda. Co o tym myślisz Kingardzie? – zapytała Serafina.

- Nie do nas należy ostateczna decyzja lecz do Bogów. Skontaktujmy się z nimi. Młoda damo, daj nam parę sekund. Nie miej nam za złe jak umrzesz bez ostrzeżenia, takie są zasady i taką mamy pracę. Gdybyś się zgłosiła od razu byś poszła na szkolenie, ale sama sobie ja zafundowałaś. Podziwiamy to jednakże ,że się sama nauczyłaś. Jednak jak już mówiłem, nie w naszym kompetencjach jest zdecydowanie czy przeżyjesz czy nie.

„A żeby cię jasny szlag trafił, powiedziałeś ,że jak uzyskam kontrole to będą bardziej przychylni na moje przeżycie ! A tu słyszę ,że to gorsza opcja!”

„Ich artefakty nawet nie wyczuły połowy tego co w tobie jest, sama jeszcze tego nie wyczułaś. Gdyby wiedzieli już byś wąchała kwiatki od spodu”

- Iris, decyzja zapadła.

Nagle pojawiła się przed nią Serafina z wyciągniętym sztyletem. Iris szeroko otworzyła oczy, natychmiast sparowała to swoim mieczem. Nagle za nią pojawił się Memrik z mieczem, podniosła nogę z której wyszedł lodowy kolec i zablokowała jego uderzenie. W ostatnim momencie dostrzegła Kingreda z młotem nad nią, natychmiast przesłała tyle magii ile zdołała w nogi i odskoczyła. Następnie dotknęła palcami ziemi, z której wydostały się lodowe kolce i popędziły w stronę napastników. Natychmiast zniknęli.

” IRIS NAD TOBĄ”

Memrik oraz Kingrad byli nad nią. Chwila… gdzie Serafina?! Zobaczyła ją kilka kroków od siebie, wbiła miecz w ziemię.

„ODSKOCZ”

Natychmiast przesłała kolejną porcję magii w nogi i odskoczyła. W samą porę gdyż z ziemi wyszedł miecz. Memrik i Kingard zaszli ją od dwóch stron. W ostatniej sekundzie stworzyła lodową skorupę wokół siebie. ich uderzenia jednak ją roztrzaskały i natychmiast wykonali kolejny atak jedna Iris w tym czasie stworzyła lodową drogę i odskoczyła, ów droga pozwoliła jej gwałtownie zwiększyć prędkość.

„TARCZA”

Stworzyła przed sobą tarczę, w samą porę gdyż Serafina pojawiła się przed nią i kopnęła tarcze zamiast niej. Jednak Memrick zaszedł Iris od prawej, celował kopnięciem w jej klatkę piersiową, udało się jej tylko stworzyć trochę lodu na brzuchu i piersiach , przyjęła cios i przeleciała kilka metrów turlając się.

„A żeby ich wszystkich szlag trafił, jest ich za dużo”

Jednak wiedziała jak temu zaradzić. Stworzyła wokół siebie sześć lodowych mieczy, Serafina i Kingrad pojawili się blisko niej z wyciągniętymi bronami ale sparowała to mieczami i posłała resztę w ich stronę. Nie trafiła. Memrik jednak pojawił się pod nią. Celował pięścią w jej twarz. natychmiast złapała go za rękę i pokryła ją lodem. Jego uśmieszek nieco zrzedł i zamachnął się lewą nogą w jej udo, przesłała znowu magię w nogi i uniosła je obie w powietrzu, potem nakazała mieczom cisnąć się w jego stronę jednak Serafina i Kingred sparowali je i roztrzaskali, Kingred prawym łokciem wymierzył cios w jej policzek lecz stworzyła szybko lodową tarczę, Serafina pojawił się za nią i celowała w jej plecy sztyletami, rzuciła je w jej stronę jednak ona przesłała lodową wichurę w jej stronę i zamroziła sztylety. Wykonała kilka zwrotu w tył. Ciężko dyszała. Są niesamowicie silni, ale ich prędkość ją przerażała. Ledwo nadążała za ich ruchami. Długo nie wytrzyma walki na takim poziomie. Poza jednym trafnym kopnięciem które w pewnym stopniu osłabiła nie zaszkodziło jej zbytnio.

„Jak mi idzie?”

Lepiej niż się spodziewałem, ale wiem ,że twój organizm pracuję na zbyt wysokich obrotach. Niedługo zabranie ci sił, natychmiastowe reakcje, blokady, zużywają sporo siły. Używaj więcej magii lodu by zaoszczędzić trochę sił witalnych”

Spojrzała na napastników. Nawet się nie spocili. Memrick rozbił rękojeściom miecza lód który wytworzyła na jego dłoni.

- Dobra, kończymy tę zabawę – rzekł Memrik.

Wyjął zegarek ze spodni. Otworzył go i rzucił na ziemię, wtopił się w nią. Nagle na ziemi pojawił się ogromny rysunek tarczy zegara. Wskazówki podążały w różna stronę, jego wielkość się powiększała aż objęła cały teren ich walki.

„UCIEKAJ NATYCHMIAST IRIS”

„Co to jest?!”

„JEDEN Z ICH ARTEFAKTÓW, WRÓG KTÓRY ZNAJDZIE SIĘ NA POLU TARCZY TRACI POCZUCIE CZASU, TWOJE POJĘCIE CZASU JEST ZACHWIANE, NIE ZAUWAŻYSZ NAWET ICH CIOSU TYLKO OD RAZU POCZUJESZ BÓL KTÓRY MOŻE TRWAĆ NAWET DLA TWOJEGO ORGANIZMU LATA. NIE JESTEŚ W STANIE ROBIĆ UNIKÓW, BLOKAD NICZEGO, JESTEŚ BEZBRONNA, NIEWAŻNE ILE MOCY PRZEŚLESZ W NOGI, JAK ŚLISKA BĘDZIE LODOWA DROGA ZAWSZE BĘDZIE O WIELE ZA WOLNA, UCIEKAJ Z TEGO POLA ZANIM CIE DOPADNĄ”

Iris odwróciła się w lewo by biec lecz otrzymała w prawy policzek potężne uderzenie pięścią w prawy policzek i przeleciała spory obszar aż uderzyła w kamień. Krew ściekała jej po twarzy, kręciło się jej w głowie.

„To koniec”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>