Wiedźma Uczuć #0

Przed przeczytaniem polecam się zapoznać z całym opowiadaniem od 1 do 5 albo chociaż z pierwszym rozdziałemby wiedzieć kto jest bohaterem i jakie ma umiejętności, akcja dzieje się przed opowieścią w rozdziałach od 1 do 5 :> obiecałem to napisałem !

***

Zmrużyłam oczy.Dochodził wieczór i podróżowałam przez pustynię cały dzień, na szczęście kupiłam przed podróżą biały płaszcz z kapturem z cienkiego materiału który podejrzewam – bardzo ułatwił mi podróż.Zapas wody się kończył ale na szczęście miasto było niedaleko. Według listu z wezwaniem sprawa wymagała niezwłocznej uwagi.Otóż w tym mieście doszło do 8 samobójstw w ciągu kilku dni i na tym próby się nie kończą. Władze miasta stają na głowie, rękach i na nosie by powstrzymywać i ratować ludzi przed samookaleczeniem.Według nich ktoś nadaje negatywne emocje, bardzo skoncentrowane co zostało sprawdzone przez miejscowego łącznika ale nie jest w stanie on wychwycić źródła.Chcą abym ja się dowiedziała kto jest na tyle popaprany by doprowadzać do takiego stanu rzeczy.Byłam już blisko bramy, naprzeciw niej stał młody chłopak średniego wzrostu oraz z krótko ściętymi włosami przy skórze głowy.

- Łączniczka Amelia? – zapytał nieznajomy.

Ściągnęłam kaptur i skinęłam głowo uśmiechając się. Gdy mnie zobaczył uniósł brwi do góry, oraz jeśli się nie mylę ma wzwód.Kolejny. Z tego MIEJSCA aż jarzy się od podniecenia, a myślałam że słońce dzisiaj było wystarczająco rażące i nic tego nie przebije – a tu proszę. No ale robota wzywa.

- Chce się dowiedzieć konkretów. W liście było bardzo ogólnikowo.Od kiedy tak się dzieje, jak zachowują się ludzie, co robicie by ich powstrzymać, jakie straty ponieśliście od czasu napisania listu – oznajmiłam obcesowo.

Chwile na mnie popatrzał z zastanowieniem, uniosłam brwi.Jeszcze kilka sekund dziwnie mi się przyglądał aż w końcu raczył odpowiedzieć.

- Dzieję się to od około tygodnia, na początku ludzie byli po prostu bardzo przygnębieni i depresyjni ale po dwóch dniach od tego stanu rzeczy trzy osoby popełniły samobójstwo. Dwunastoletni chłopak, staruszka oraz młoda kobieta w ciąży…

Same osoby podatne na emocje…

- Ludzie zachowują się różnie. Ich stan trwa zazwyczaj kilka godzin, chodzą smutni i przygnębieni i nic dla nich nie ma sensu, jednak w pewnym momencie wariują i zaczynają się okaleczać czym się da a jeśli to nie daje im ulgi przechodzą do aktu samobójstwa. Ludzi okazujących depresyjne skłonności mamy pod obserwacją w szpitalu. Osoby które już się okaleczyły zostały zamknięte w celach w więzieniu. Jedzenie dostają ale jedzą rękami a naczynia się z elekiru. To delikatny materiał którym handlujemy. Robimy z niego „bezpieczne” naczynia. Można je normalnie myć oraz z nich jeść ale gdy spadną lub zostaną mocno uderzane rozpadają się natychmiast nie raniąc nikogo i nie pozostawiają żadnych kruchych lub ostrych odłamków.

Nieźle się przygotowali.

- Zabiło się dziesięć osób. Głównie osoby młode lub starsze. Czternaście osób jest w więzieniu pod obserwacją z powodu samookaleczenia się. Trzydzieści osiem osób jest w szpitalu, nie wykazują autodestrukcyjnych zachowań – są po prostu bardzo smutni. A i jeszcze jedno. Ich stan nie trwa cały czas. W godzinach nocnych i porannych są jeszcze radości lub spokojni. Bliżej południa lub wieczorem stają się… tacy jacy są.

A więc ktoś faktycznie nadaje na spory obszar negatywne emocje. Wyczuwam smutek i chęć śmierci z dalekiego dystansu. Zamknęłam oczy i poszerzyłam zasięg. Znalazłam małe punkciki i wzmocniłam sygnał. Teraz wszystko dokładnie czułam. Smutek, żal, depresje, brak sił witalnych, chęć śmierci, przelewu własnej krwi. Osłabiał zasięg i otworzyłam oczy.

- Zabierz mnie najpierw do szpitala, chce porozmawiać z tymi osobami. Chcę też widzieć się dzisiaj z każdym łącznikiem który mieszka w tym mieście – oznajmiłam spokojnie.

Sprawa jest delikatna. Chłopak jest nieco zmęczony psychicznie i skołowany no i… ten tego. Lepiej odnosić się do ludzi spokojnie. Odpoczynek zaczeka. Szłam za nim przez jakieś dwadzieścia minut w milczeniu skręcając między uliczkami. Ludzie zza okna wyglądali kto przybył do ich miasta. W sumie w tej białej szacie wyglądam jak jakaś wybawicielka. Mam nadzieję, że im pomogę. Szpital był niewielki. Lekarze zaprowadzili mnie do pacjentów. Pierwszym z nich była młoda kobieta.

- Jak się czujesz?

- Dziwnie. – odparła zagryzając wargę i spoglądając na stół. Czuje się jakby ktoś obdarł mnie z całej radości. Jakbym przezywała ogromną stratę i ból ale nie rozumiem dlaczego, przecież wszyscy moi bliscy są zdrowi i nikt nie umarł. Ten smutek nie ma dla mnie logicznego ujścia, jakbym popadła w depresje ale nawet ta choroba ma swoje przyczyny prawda? Czułam się dobrze a od kilku dni czuje się jakby wszystko straciło sens – odparła beznamiętnym głosem dalej wpatrując się w stół.

Ciekawe…

- Najprawdopodobniej pewien łącznik nadaje emocje z pewnego punktu w tym mieście, ale pojęcia nie mam od kogo może pobierać cały ten smutek. Za dużo jest go tutaj, czuje go wszędzie dlatego Póki co chce przesłuchać parę osób aby dowiedzieć się jakichś informacji, może coś wiecie a może nie.

Uśmiechnęła się lekko i wstała.

Następny był starszy pan. Jego zeznania były bardzo podobne, obdarty z radości bez powodu z uczuciem ogromnej straty. Potem była siedmioletnia dziewczynka która była bardzo smutna bez powodu i z powodem.

- Masz powód do smutku? Jaki? Rozumiem, że nie chcesz o tym mówić ale sprawa jest dość poważna i napięta. Próbuje wam pomóc i potrzebuje wszelkich informacji. Obiecuje, że nikomu nie powiem ani słowa.

Dziewczyna pociągnęła nosem, oczy jej się zaszkliły i wydusiła tylko z siebie.

- Zmarła mama mojej najlepszej przyjaciółki. Popełniła samobójstwo.

Ech… kolejny ślepy zaułek. Powód do smutku jak najbardziej racjonalny. Następne osoby też nie wniosły nic wielkiego. Wszyscy utrzymywali się w tym ,że są smutni bez powodu i mają uczucie straty. Chwila moment… uczucie straty… Osoba która jest źródłem musiała coś stracić, kogoś bliskiego. Lecz było pełno samobójstw, rodzin w żałobie jest bardzo dużo… Jak ja mam wśród nich odnaleźć właściwą osobę. A może…

- Poproszę o listę zgonów osób które nie umarły od czasu pierwszego samobójstwa i początku tej epidemii – zwróciłam się do jednego lekarza. Po chwili przyniósł mi kilka kartek.

Zmarła starsza kobieta, z przyczyn naturalnych, nie miała rodziny ani bliskich. Odpada. Następnie było dziecko które zmarło krótko po porodzie. Jego rodzice się załamali, ale wyprowadzili się z miasta i wrócili w rodzinne strony. Ostatnią osobą był starszy pan, dorwała go jakaś złośliwa choroba. Jego żona zmarła kilka dni potem, ze smutku. Gdyby dalej żyła była by potencjalnym źródłem no ale… Ech. Dzieci też nie mieli. Zostało mi tylko porozmawiać w innymi łącznikami. Był to mężczyzna który wyglądał na około trzydzieści lat, wysoki, dobrze zbudowany, z kwadratową szczekną i zarostem oraz kobieta w średnim wieku, niska , pulchna z kręconymi blond włosami.

- Witajcie, nazywam się Amelia Sense i chciałabym wam zadać kilka pytań.

- Ta Amelia? Jestem zaszczycona cię poznać, słyszałam o tobie wiele dobrego. Nazywam się Erdith. – odparła pulchna kobieta.

- Ja nazywam się Ronkiel – odparł mężczyzna. Był lekko rozdrażniony.

- Czy zauważyliście coś szczególnego? Czy coś wyczuliście? Macie jakieś wskazówki które pomogą mi odnaleźć winowajcę?

- Cóż, jedyne co jest dla mnie dziwne to godziny występowania tego smutku wśród tych ludzi. Koło południa okazują oni swoje pierwsze oznaki, i w szybkim czasie przechodzi do pogorszenia. Trwa do on do wieczora i w nocy kompletnie znika. I tak od tygodnia. Wyczuwam czasem jakąś negatywną fale nadchodzącą w moją stronę ale szybko zlewa się z resztą. – odparła Erdith.

- A ty Ronkielu?

- On ledwo ukończył kurs, jest ciągle rozdrażniony bo słabo kontroluje przepływające emocje – odparła Erdith.

Koło południa przechodzi do pogorszenia… Nadchodząca fala. Miałam mętlik w głowie. Wychodzi na to, że ktoś przychodzi tutaj by nadawać emocję, ale muszą być to dwie osoby. Będę musiała poczekać do południa i je wykryć. No nareszcie jakiś postęp…

- Ronkielu, Erdith bardzo wam dziękuję za informację. Miałabym prośbę, czy jutro moglibyście być tutaj od rana i być w gotowości wyszukania dwóch osób z której jedna wygląda lub czuć od niej ogromne przygnębienie?

- Nie ma problemu – odparła Erdith.

Ronkiel tylko skinął głową.

A więc teraz mogę udać się na spoczynek. Jest późno, jestem zmęczona i już nic mądrego nie wymyślę.

***

Nad ranem pod wejściem do szpitala spotkałam Ronkiela oraz Erdith.

- Witajcie, jak się czujecie? Jesteś cie gotowi?

Skineli energicznie głową

- Myślisz, że pewien łącznik mści się na innych ludziach i wykorzystuje do tego osobę w żałobie? – zapytał Ronkiel.

- To najbardziej prawdopodobny scenariusz. Nic sensowniejszego nie przyszło mi do głowy.

- Nam też – odparła Erdith.

Cały poranek chodziłam po szpitalu wraz z resztą łączników i wytężałam zmysły. Nie było żadnych smutnych osób, wszyscy wydawali się normalni. Jednak koło jedenastej wyczuwałam już drobne zmiany w ich nastroju.

- Zaczyna się – oznajmiłam.

Oboje skinęli głową i zamknęli oczy. Również to uczyniłam. Wyczuwałam jak ich płomienie radości powolutku przygasały, lecz nie wyczuwałam źródła. Powiększyłam znacząco zasięg poza szpitalem i… MAM ! Ogromna fala smutku zbliżała się tutaj. Chwila… ONA JUŻ TU JEST ! Nagle ślad się urwał przez natychmiastowy smutek reszty.

- Też to poczuliście? Ta osoby są tu w szpitalu. Poszukajcie twarz które tu nie nocują.

Rozeszliśmy się. Muszę odnaleźć te dwie osoby. Łącznikowi spuszczę takie lanie ,że nawet zębów z podłogi zbierać nie będzie bo nie będzie miał czym. Oni szukali twarz które nie bywają tu na noc a ja miałam zamiar jakoś wychwycić tą fale smutku. Zamknęłam oczy, i wyczułam pełno kulek smutku i przygnębienia. Starałam się znaleźć jakaś mocniejszą lub jakieś zmiany, cokolwiek. Przeanalizowałam dokładnie kilka przypadków i każdy z nich jest podobny, lekko drgają. Chwila… mogę przekazać każdej kuli odrobinę drobnego nastroju. Jeśli osoba która jest źródłem poczuje się ciut lepiej na chwilę cała reszta to odczuje lecz dopiero po paru sekundach. Wtedy rozpoznam kto jest nadawcą. Przekazałam odrobinę dobrego humoru jakieś radosnej osoby która była dość daleko od szpitala. Trudno było znaleźć jakaś bliżej… ciekawe czemu. Pierwsze parę osób było chybione ale następny przypadek pokazał ,że się nie myliłam w ciągu kilku sekund najbliższe osoby które były blisko tamtej poczuły się lepiej i potem dalsze. Co ciekawe. Dwie smutne kule były obok siebie, ale ta druga nie miała żadnego wpływu. Ta osoba była dosłownie kilka pokojów ode mnie. Dotarłam do drzwi – mam nadzieje właściwych. Zapukałam grzecznie i odpowiedział mi dziecięcy głos, że mogę wejść. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam dwie dziewczynki. Jedną znałam , była na przesłuchaniu i była smutna z powodu samobójstwa matki przyjaciółki. Natomiast drugą widziałam pierwszy raz na oczy. Nie mówcie mi…

- Witaj Jenna, wpadłam do ciebie z pewną sprawą – szybko przypomniałam sobie imię – Otóż chciałam zapytać dokładnie o to co mówiłaś na przesłuchaniu. Mam rozumieć ,że to twoja przyjaciółka? – zapytałam uprzejmie.

Jenna zwróciła się do drugiej dziewczynki.

- Przepraszam Lilim, sprawa była poważna dlatego powiedziałam tej pani o twojej mamie – powiedziała przepraszająco Jenna.

- Nic się nie stało, chciałaś tylko pomóc. Nic nie poradzisz na to co się stało. Dzień Dobry, pani Amelio, nazywam się Lilim i jestem przyjaciółką Jenny. Odwiedzam ją od czasu gdy tu trafiła, od czasu gdy to wszystko zaczęło się dziać.

- To bardzo miło z twojej strony. Mam do ciebie pewne pytanie. Bardzo zależy mi na twojej odwiedzi. Otóż ona może zmienić wszystko. Kiedy zmarła twoja mama? – zapytałam ostrożnie.

Dziewczyna posmutniała bardziej i natychmiast Jenna też posmutniała, zaraz potem każdy inny pacjent. Tego się nie spodziewałam… skubana ma niezły talent.

- Tydzień temu, zabiła się ponieważ od dawna cierpiała od kiedy umarł tata dwa lata temu. Miałam wtedy sześć lat. Starałam się ją pocieszać, uśmiechała się ale czułam, że w środku cierpi i nic co zrobiłam nie pomogło – powiedziała ze łzami w oczach.

No to wszystko jasne…

Uściskałam dziewczynki i opowiedziały mi całą historię od samego początku.

***

Odnalazłam Erdith i Ronkiela.

- Kochani, już wszystko wiem. Wiem co się stało i jak temu zaradzić. Ale pierw chce udać się do opiekuna tego miasta. Mam do niego małą skargę. Opowiem wam wszystko po drodze.

***

- CZY PAN WIE CO JEST PRZYCZYNĄ TEGO WSZYSTKIEGO ? NIE ? TO JA PANU POWIEM ! PAŃSKIE CHOLERNE ZANIEDBANIE ! JAKIM PRAWEM OŚMIOLETNIA DZIEWCZYNKA PO ŚMIERCI MATKI NIE MA ZAPEWNIONEJ OPIEKI PRZEZ MIASTO, POWINNA MIEĆ OPIEKĘ MEDYCZNĄ, LEKARZY KTÓRZY BY Z NIĄ ROZMAWIALI I POZWOLILI UPORAĆ SIĘ Z TRAUMĄ ! A CO DOSTAŁA?! TOTALNIE ZOSTAŁA OLANA ! NIKT JEJ NIE POMÓGŁ ! BYŁA SAMA JAK PALEC ! ODWIEDZIŁA SWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ KTÓRA DZIELIŁA SIĘ Z NIĄ OBIADEM W SZPITALU BO TAMTA NIE MIAŁA CO JEŚĆ! DO TEGO JEJ PRZYJACIÓŁKA SAMA TO ZAPROPONOWAŁA ! SIEDMIOLETNIE DZIECKO LEPIEJ WYKONUJE PAŃSKIE OBOWIĄZKI NIŻ PAN ! A WIE PAN KIM JEST LILIAN, TAK ONA MA IMIĘ! NIE JEST JAKAŚ BEZIMIENNĄ SZARĄ MASĄ NIEWARTĄ UWAGI ! LILIAN JEST NIEKONTROLOWANYM POTĘŻNYM ŁĄCZNIKIEM ! ONA NAWET NIE MIAŁA POJĘCIA, ŻE WYSYŁA TE WSZYSTKIE EMOCJE LUDZIOM, ŻE TO ONA JEST PRZYCZYNĄ TEGO WSZYSTKIEGO ! MA PAN COŚ NA SWOJĄ OBRONĘ?!

Opiekun miasta był cały przerażony i rozdygotany. Nie zapukałam. Dosłownie walnęłam w drzwi i zaczęłam się wydzierać na całe gardło. Erdith i Ronkiel stali za mną i mieli oczy otwarte szeroko jak dwa talerze.

- A-ale p-po śśśśmierc-cic-iii jej ma-ma-matki nagll-ee-e to wszystko-o-o zaczęło śś-ię dziać i zos-ttt-ała przeoczona…

Tego było za wiele….

- GÓWNO MNIE TO OBCHODZI ! AKT ZGONU MATKI BYŁ DZIEŃ PRZED W GODZINACH PORANNYCH ! PAŃSKIE NIEUDOLNE WYMÓWKI PRZEKRACZAJĄ WSZELKIE GRANICE ! MIAŁ PAN CAŁY PIERDOLONY DZIEŃ ABY PRZESŁAĆ DZIECKO DO ODPOWIEDNIEJ OPIEKI, LUB CHOCIAŻ KURWA DAĆ TU OTO TYM ŁĄCZNIKOM DO ZBADANIA TĘ BIEDNĄ LILIAN ! NIE SĄ SKOŃCZONYMI DEBILAMI JAK PAN I WIEDZIELI BY CO MAJĄ ROBIĆ ! NIE BYŁOBY CAŁEJ TEJ KATASTROFY ! PAŃSKI PODSTAWOWY ZASRANY OBOWIĄZEK TO DBANIE O INNYCH LUDZI W TYM MIEŚCIE ! I TO PAN JEST ODPOWIEDZIALNY ZA ZGONY TYCH WSZYSTKICH LUDZI ORAZ TYCH KTÓRZY SĄ OKALECZENI PRZEZ SAMYCH SIEBIE I KURWA PAN ZA TO WSZYSTKO ODPOWIE ! GDYBYM MIAŁA PRAWO WYMIERZANIA KAR A WIELKA SZKODA, ŻE TAK NIE JEST BO TAKICH DEBILI JAK PAN BY JUŻ NIE BYŁO ! ZAJEBAŁABYM PANU TAKĄ DEPRESJĄ, TAKIM WKURWEM, RADOŚCIĄ, EMPATIĄ, SZCZĘŚCIEM, SMUTKIEM, ŻALEM, BEZSILNOŚCIĄ, POGARDĄ, WSTRĘTEM, OBRZYDZENIEM ,ŻE ZAPEWNIAM PANA DO KOŃCA SWOICH SKURWIONYCH DNI BYŁBY PAN ZAMKNIĘTY W CELI DLA CZUBKÓW, BEZ KLAMEK, BEZ OKIEN, BEZ NICZEGO W SAMYM KAFTANIE A NA OBIAD ŻARŁBY PAN CZYJEŚ GÓWNO – BO TAKIE BYŁOBY MOJE ZALECANE LECZENIE I TAK DO KOŃCA PAŃSKICH DNI !

Już nic nie mówił tylko siedział skulony na fotelu i pochlipywał.

- MAM NADZIEJĘ, ŻE TA ROZMOWA UŚWIADOMIŁA PANU JAKI BAJZEL PAN NAROBIŁ I W JAKIM SZAMBIE SIEDZI ! OBY PANU MÓZG WYROŚL BO BĘDZIE PAN GO POTRZEBOWAŁ ABY TO WSZYSTKO NAPRAWIĆ, JAJA NIECH TEŻ PANU WYROSNĄ BO BĘDZIE POTRZEBNA ODWAGA BY WZIĄĆ ZA TO WSZYSTKO ODPOWIEDZIALNOŚĆ! ŻEGNAM !

Erdith i Ronkiel szybko wyszli jak tylko się odwróciłam. Trzasnęłam drzwiami z całych sił. Sprawą Lilian już się zajęłam. Reszta to jego problem.

***

- No cóż dziewczynki, muszę udać się do następnego miasta i tam pomóc ludziom. Bardzo miło mi było was poznać. tylko szkoda że w takich smutnych okolicznościach.

Stałam przy bramie miasta, uklęknąłem przed Lilian i Jenna i je mocno uściskałam. Lilian trafiła pod opiekę Eridth. Bardzo się ucieszyłam ,że sama się nawet zaproponowała. Zapewni jej wszystko co trzeba. W akademii Lilian nie miała by takiej uwagi jaką poświęciłaby jej Erdith a ona teraz tego bardzo potrzebuje. Kilka dni spędziłam z nimi i powoli razem tłumaczyłyśmy wszystko Lilian, kim jest i czego będzie musiała się nauczyć. Udało się jej zablokować wypływ swoich emocji. Mała jest bardzo silna i zdolna. Co do Jenny to rodzice odwiedzali ją w późnych godzinach, pochodziła z niezbyt majętnej rodziny a opieka w szpitalu była dodatkowym obciążeniem finansowym ( całkiem zapomniałam przypomnieć temu dupkowi po co jest specjalny budżet medyczny na wyjątkowe sytuacje – na takie sytuacje jak na przykład opieka medyczna dla biednych rodzin w stanie kryzysu społecznego gdzie członek może popełnić samobójstwo, leki blokujące działanie emocji z obcego źródła i jednocześnie nie otępiające są bardzo drogie – a dziecko może brać tylko takie) dlatego odwiedzali ją wieczorami – gdy Lilian już szła do siebie położyć się spać i tym samym przestać wysyłać emocje. Rodzice Jenny na pewno by wyczuli że przy Lilian czują znaczny smutek lub nawet jakoś dziwnie i udali by się do łącznika i poprosili o pomoc. Kryzys został zażegnany. Opiekun miasta został zwolniony natychmiastowo po mojej skardze do Rady i na jego miejsce został obsadzony Ronkiel. Uznali ,że osoba która bądź co bądź i tak pracuje z ludźmi i dba o nich nada się odpowiednio na te stanowisko. Też tak uważam. Od poprzednika nikt gorszy nie będzie. Kilka razy jak mnie widział przebiegał po nim dreszcz strachu lecz natychmiast zmienił się to w podziw oraz uznanie. Ha. Nie pierwszy i ostatni raz ktoś tak na mnie zareaguje.

- Odwiedzi nas pani jeszcze, pani Amelio? – zapyała Jenna

- Ależ oczywiście ! Jak znajdę chwilę to sprawdzę co u was słychać i jakie postępy robi Lilian – odparłam z szerokim uśmiechem.

Wstałam i uściskałam serdecznie Erdith.

- Opiekuj się Lilian.

Uśmiechnęła się ciepło.

- Nie musisz mi tego mówić dwa razy cukiereczku, nie było dane mi mieć dziecka a zawsze marzyłam by się jakimś zająć i jak widać okazja się przytrafiła ! Życie jest pełne niespodzianek – nieprawdaż ?

Przytaknęłam, podeszłam do Ronkiela. Otworzyłam ramiona by dać znak ,że go też uściskam. Zawahał się przez chwilę ale potem podszedł i mnie objął.

- Wiem, że i tak to zrobisz ale muszę to powiedzieć. Opiekuj się dobrze tym miastem, poprzednik pozostawił ci spory bałagan.

- Spokojna głowa, nie takie rzeczy się robiło. Ale muszę przyznać jedno – słyszałem wiele plotek oraz opowiadań na twój temat i zgadzam się z nimi w stu procentach.

- Co takiego słyszałeś?

Odsunęłam się od niego, spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.

- A to ,że jesteś wspaniałym i potężnym łącznikiem ale jeszcze wspanialszym i potężniejszym człowiekiem.

Uśmiechnęłam się promiennie. Odeszłam kilka kroków, pokiwałam im wszystkim na pożegnanie , stałam tam chwilę i im machałam i wykrzykiwałam gorące pozdrowienia i ruszyłam dalej w drogę nie przestawiając się uśmiechać.

***

Jestem pod wrażeniem. Naprawdę. Jestem głęboko zaskoczony tym, że zakończyłem to opowiadanie w jednym rozdziale – tak jak chciałem i do tego najdłuższym jakim napisałem ! Czego uczy to opowiadanie? A tego ,że zaniedbanie potencjalnych drobnostek prowadzi do katastrofy. Takie małe coś, takie nieznaczące ale do czego potrafi doprowadzić, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>